bywał srogi, by pokazać swoją siłę, lecz syn okaże się po wielekroć

- Rzeczywiście, nie rozmawiałem z żadną dziewczyną,

- Dlaczego nie? - odparła Kelsey. - Pora to rzecz
dowodu: włosa, nitki, czegokolwiek, co mogło połączyć
odgadłaby to chyba? Ale czy od pierwszej chwili nie wydawał jej się
- Zobaczymy, Cindy - odpowiedział.
- O co chodzi? - zapytała Kelsey.
Pracowała w okręgu Palm Beach. Alsie dbała o zęby.
Wytrzymał jej spojrzenie.
będzie potrzebować pomocy, przez co może pokrzyżować jej szyki. Nie
dobrą wodą kolońską wyglądał przystojnie i wzbudzał
ciałem, więc gdy cień-mężczyzna zbliżył się, w uśmiechu odsłaniając
Ponownie zmusił się do tego, by odwrócić się od niej i wrócić do
magnolii, panował spokój, nic się nie działo. Naprawdę zaczynam
Dowiódł już, że potrafi być szybki.
przypuścić atak na jej duszę.

Cofnął się, osłonił oczy i zerknął w okno na piętrze. Zaraz powróciły wspomnienia

niewinności czmychnął na Wschód, wyda się co najmniej podejrzany, zwłaszcza że wyjedzie
zaraz straci nad sobą kontrolę.
koszmarnie, ale wyszedł z nowym aparatem ikartą SIM.
popchnęło. A potem wróci do domu na dobre, a ona powie mu o dziecku. Nie wcześniej.
przyglądała się fotografii uważnie. Ściągnęła brwi w namyśle nad szkłami okularów bez
kierownicy. Prawda jest taka, że jest śmiertelnie przerażony, a jedyny sposób, jaki zna, by się
Dzwoń, powtarzał sobie Bentz, patrząc na sobowtóra byłej żony. Powinien był wezwać
Tym razem zostawiła włączone światła.
Gwizdnęła cicho.
podjęła decyzję, czekanie było dla niej torturą.
– Uwielbiasz.
Mrugała powiekami, szukała jego dłoni, leżała na koi zaledwie dwa metry od skutej
- Tak. - Caitlyn nalała świeżej wody do miski Oskara, mając nadzieję, że nie wygląda na tak wyżętą, jak się czuje. Zadzwoniła do brata i zostawiła mu wiadomość zaraz po wyjściu policji. Zjawił się dwie godziny później, jak tylko odsłuchał jej wiadomość, oddzwonił i utorował sobie drogę przez tłum reporterów krążących przy frontowej bramie. Wyglądał raczej na wkurzonego niż zasmuconego śmiercią szwagra. Tak jak przewidział detektyw Reed, ekipy telewizyjne i reporterzy lokalnych gazet pojawili się wkrótce po odjeździe policji. Dzwonili do drzwi, a kiedy Caitlyn nie otwierała, zajęli pozycje na chodniku przed domem. Kamerzysta filmował stojącą przed bramą domu szczupłą kobietę w eleganckiej fioletowej bluzce z czarną apaszką. Poczuła ucisk w żołądku. Znowu. Żadnych kamer. Żadnych reporterów. Żadnych pytań o intymne szczegóły z jej życia. - Nie potrafią powiedzieć, czy sam się zabił, czy ktoś mu w tym pomógł? - zapytał Troy, a jego wibrujący głos sprawił, że wróciła do rzeczywistości. Boże, musi się pozbierać; nie pozwoli, żeby ktokolwiek, nawet Troy, dowiedział się o jej lękach. - A... tak, znaczy... Jestem pewna, że potrafią. To tylko musi potrwać. Troy prychnął pogardliwie. - Najlepsi w Savannah. Nic im nie powiedziałaś, prawda? - Nieustępliwe, niebieskie oczy przyglądały jej się badawczo, szukały jakiejś skazy, kłamstwa. - Nie mogłam. Ja nic nie wiem. Poza tym, że na piętrze było pełno krwi. Cholernie dużo krwi. To nie była krew Josha. Nie mogła być! Caitlyn osunęła się na krzesło wyczerpana i śmiertelnie przerażona. - Ale na pewno jesteś jedną z głównych podejrzanych. - Troy zmarszczył brwi. Stał wyprostowany jak struna, szerokie ramiona, wąskie biodra, ciemne włosy, tylko na skroniach pojawiło się kilka siwych pasemek. Miał trzydzieści trzy lata i był w świetnej formie. - Wszyscy wiedzą, że Josh miał romans i zamierzał się z tobą rozwieść. - Jak to miło z twojej strony, Troy - mruknęła. - Nie owijasz w bawełnę. - Właśnie. Znalazłaś się w trudnej sytuacji. - Ja? - zapytała. - Co chcesz powiedzieć? Że zabiłam Josha? - Oczywiście, że nie. Wciąż była wzburzona. - Wiesz, przydałoby mi się trochę wsparcia. To był fatalny dzień i jeszcze się nie skończył. - W jej oczach błysnęły łzy. Ale nie podda się. Oskar, czując nadchodzącą awanturę, wśliznął się na swoje ulubione miejsce pod stołem. Troy stał zapatrzony na ogród, pobrzękując kluczami. - Przepraszam. Nie... nie nadaję się na psychoterapeutę. - Nie ulega wątpliwości. - Ale musisz spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że bez wątpienia jesteś podejrzana. - Przeczesując palcami włosy, westchnął jak człowiek mocno zmęczony życiem. Tak jakby los ostatniego żyjącego mężczyzny z klanu Montgomerych był czasami nie do udźwignięcia. - Może powinnaś wyprowadzić się na jakiś czas. - Ale to jest mój dom. - Wiem, wiem, ale może byłoby lepiej, gdybyś wyjechała teraz z miasta, zatrzymała się u mamy w Oak Hill. - Chcesz powiedzieć: ukryła się? - Tego nie powiedziałem.
do Kalifornii.
Dwanaście lat temu, podczas dochodzenia w sprawie sióstr Caldwell, nie znaleźli

©2019 www.do-wyrazenie.sejny.pl - Split Template by One Page Love